„Potrzebuję lepszego marketingu. Moi lekarze są świetni, sprzęt mam najnowszy, ale pacjenci o nas nie wiedzą.” Tak zaczęła się moja rozmowa z właścicielem dużej kliniki wielospecjalistycznej. Był pewien swojej diagnozy. Chciał kupić rozwiązanie problemu, który… nie istniał. Prawdziwy problem odkryliśmy dopiero po 30 dniach pracy u podstaw. I to odkrycie zmieniło wszystko – nie tylko w klinice, ale w głowie właściciela.
Większość współpracy doradczej czy szkoleniowej zaczyna się od oczekiwania „szybkiego strzału”. Właściciel płaci i oczekuje, że ekspert przyjdzie z walizką pełną gotowych rozwiązań, które w tydzień podwoją przychody.
W tym przypadku było podobnie. Właściciel, nazwijmy go Markiem, był sfrustrowany. Zmienił agencję marketingową trzy razy w ciągu roku. Wydał fortunę na nową stronę internetową. Zatrudnił znanego fotografa do sesji wizerunkowej. Efekt? Przychody stały w miejscu, a koszty rosły. Marek był przekonany, że rynek jest „trudny”, a konkurencja stosuje nieczyste zagrania (czytaj: zaniża ceny).
