Większość klinik, które odwiedzam, ma dane. Mają systemy medyczne (EDM), mają Google Analytics, mają księgowość. Ale nie mają decyzji. Właściciel otrzymuje kolejny plik PDF z wykresem, kiwa głową, mówi „hmm, ciekawe” i wraca do pracy. Raport ląduje w wirtualnym koszu. Dlaczego? Ponieważ dane to nie to samo co informacja, a informacja to nie to samo co wiedza.
W biznesie medycznym panuje przekonanie, że „liczby są dla księgowych”. Lekarz ma leczyć, a menedżer ma pilnować grafiku. Tymczasem w dobie rosnącej konkurencji i rosnących kosztów (energii, płac, materiałów), zarządzanie kliniką bez twardych danych jest jak prowadzenie skomplikowanej operacji z zamkniętymi oczami. Może się udać, jeśli masz szczęście. Ale w biznesie szczęście to za mało.
Problem nie leży w braku raportów. Problem leży w tym, że większość raportów, które dostajesz, odpowiada na pytanie „CO się stało?” (np. spadły przychody), ale nie odpowiada na pytanie „DLACZEGO to się stało?” i „CO z tym zrobić?”.
