Pamiętasz moment, w którym otwierałeś placówkę? Inspekcja Sanitarna, procedury, stosy papierów. Większość właścicieli robi wtedy to samo: pożycza wzory od kolegi, ściąga „gotowce” z internetu lub kupuje pakiet dokumentów „do uzupełnienia”. Cel był prosty: odhaczyć formalności i zacząć leczyć. I o ile kupiony pakiet, jeśli zostanie rzetelnie i mądrze uzupełniony, faktycznie Cię chroni, o tyle cała reszta dokumentów na zasadzie „kopiuj-wklej” sama zdradza Cię przed inspektorem.
Rzeczywistość weryfikuje to podejście w najmniej odpowiednim momencie, podczas kontroli Wojewody, wizyty Sanepidu lub, co gorsza, roszczenia pacjenta. Wtedy okazuje się, że Twoja procedura higieniczna opisuje sprzęt, którego nie masz, a polityka ochrony małoletnich to martwy zapis, o którym personel usłyszał pierwszy raz od kontrolera.
Dokumentacja, która nie jest dopasowana do Twojego gabinetu nie chroni Cię. Ona tylko stwarza pozory, które znikają przy pierwszym merytorycznym pytaniu urzędnika.
